Category: Zdaniem prawnika

kolo

O kołach gospodyń wiejskich

20Tags:

 

dr hab. Grzegorz Krawiec
Katedra Administracji i Polityk Publicznych

Jak reagujemy, gdy słyszymy określenie „koło gospodyń wiejskich”? Niektórzy pewnie uśmiechają się, inni z kolei mają jakieś skojarzenia z rodzinnej miejscowości itd. Niedawno weszła w życie ustawa z dnia 9 listopada 2018 r. o kołach gospodyń wiejskich (Dz. U. z 2018 r., poz. 2212), dalej jako: ustawa z 2018 r. Ustawa ta wychwalana była przez rządzących jako taka, która ustanawia podmiotowość dla kół. Po prostu wszystko ma być w jak najlepszym porządku. Jednak jej postanowienia budzą poważne wątpliwości.

Szczególnie istotne zastrzeżenia budzi treść art. 4 ust. 1 i 2 ustawy z 2018 r. Przepisy te przewidują, że na terenie jednej wsi może zostać utworzone jedno koło gospodyń wiejskich w rozumieniu niniejszej ustawy, a terenem działalności koła gospodyń wiejskich może być jedna bądź więcej wsi. Należy zwrócić uwagę, że przepisy te w istotny sposób ograniczają możliwość skorzystania z nowej formy organizacyjnej, jaką mają być koła gospodyń wiejskich. Nie wszystkie zainteresowane podmioty, spełniające ustawowe kryteria, mogą więc założyć bądź zostać członkami koła. Ograniczenie może mieć szczególnie istotne znaczenie w przypadku miejscowości o dużej ilości mieszkańców.

Zmiany, które nastąpiły po 1989 r., nie spowodowały upadku tej formy aktywności społecznej na wsi. Stanowią one nadal istotną część „krajobrazu społecznego” polskiej wsi i realizują istotne zadania przewidziane przez przepisy prawa w zakresie m.in. polityki społecznej dotyczącej kobiet. Przy ocenie kół gospodyń wiejskich, stwierdzić można, że i współcześnie odgrywają one istotną rolę – nie są reliktem, który funkcjonował w innych warunkach społecznych. W literaturze podkreśla się, że oferują one kobietom udział w lokalnej wspólnocie, której nie znajdują w działających instytucjach (I. Desperak, Płeć zmiany. Zjawisko transformacji w Polsce z perspektywy gender, Łódź 2013, s. 258). Stanowią ważny element społeczeństwa obywatelskiego i są wyrazem zaangażowania w działalność społeczną. Są więc formą partycypacji społecznej, ograniczając wykluczenie społeczne. Szkoda tylko, że ustawa z 2018 r. zawiera przepisy, przewidujące pewne ograniczenia w działalności kół. Przepisy te potwierdzają, że koła w nowej rzeczywistości prawnej traktowane są znowu jako instytucje reglamentowane. 

asaaa

O dyskryminacji, czyli o nagrodzie za głupotę

00Tags: , ,

 

dr hab. Grzegorz Krawiec
Katedra Administracji i Polityk Publicznych

Czym jest dyskryminacja? To sytuacja, w której ktoś jest traktowany gorzej ze względu na jakąś swoją cechę: chodzi np. o niepełnosprawność, pochodzenie etniczne, płeć, religię itd. Traktujemy kogoś gorzej tylko dlatego, że np. wyznaje inną niż my religię: to jest dyskryminacja.

Jednak ludzie często mówią, że dyskryminacja jest wtedy, gdy ktoś nie otrzymał rzeczy, którą bardzo chciał. Znam przypadek osoby, która kilka lat temu pojechała do pewnej znajdującej się w Polsce szwedzkiej świątyni bogini konsumpcji, by w tamtejszym barze spożyć wegeklopsiki. Nie mogła tego zrobić, ponieważ akurat bar był zamknięty. „Dyskryminacja”!!!! – krzyczała ta osoba. Czy aby na pewno? Nie. Nie ma przecież czegoś takiego jak prawo do wegeklopsików.

W związku z powyższym naszła mnie jeszcze jedna mysl. Niedawno czytałem książkę prof. T. Gadacza „Uniwersalne prawdy i prawa życia dla mądrych ludzi na trudne czasy” z 2018 r. Autor ten wskazuje, że przeciętność jest współczesnym przejawem głupoty (s. 47). Powołując się zaś na J. Ortegę y Gasseta, podaje, że umysły przeciętne i banalne, wiedząc o swej przeciętności i banalności, domagają się prawa do bycia przeciętnymi i banalnymi (tamże). Przywołując zaś M. Schelera, prof. T. Gadacz stwierdził, że postulat równości jest zawsze spekulacją na zniżkę. Ludzie mogą być sobie równi tylko ze względu na cechy najmniej wartościowe (tamże).

education-3245768_640 kopia

O rzecznikach ochrony praw wszelakich

00Tags: , , ,

 

dr hab. Grzegorz Krawiec
Katedra Administracji i Polityk Publicznych

Rzecznik Praw Obywatelskich jest ombudsmanem o charakterze uniwersalnym, którego zadaniem jest ochrona wolności i praw człowieka i obywatela, niezależnie od tego, kim jest ten człowiek i niezależnie od charakteru wolności i praw. W Polsce pojawiły się także inne instytucje ombudsmana – o bardziej wyspecjalizowanym charakterze. Wśród nich wymienić można Rzecznika Praw Dziecka oraz Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców (RMiŚP). To tylko przykłady. Niedługo zapewne powołany zostanie Rzecznik Praw Podatnika. W przeszłości były zaś pomysły, by powołać np. rzecznika praw żołnierzy, rzecznika praw kobiet, rzecznika praw ofiar przestępstw. Sformułowana została także – co ciekawe – propozycja powołania rzecznika praw katolików.

Jak się wydaje, dominuje myślenie, zgodnie z którym większa ilość instytucji ombudsmańskich przyczynia się do zwiększenia ochrony praw człowieka lub praw określonej grupy podmiotów. Mnożenie instytucji ombudsmańskich rodzi pytania o ich wzajemną relację, pozycję poszczególnych ombudsmanów względem siebie („ważność” jednego ombudsmana nad drugim), zasady współdziałania/współpracy itd. Powołanie nowej, odrębnej od Rzecznika Praw Obywatelskich instytucji ombudsmańskiej nie musi oznaczać zwiększenia ochrony praw danej grupy, a raczej pokazuje, że istnieje polityczna wola dowartościowania tej grupy, albo też uznaje się ją za niezwykle ważną dla życia społecznego, gospodarczego itd., a jednocześnie panuje przeświadczenie o częstym naruszaniu praw tej grupy, czy też sytuacja tej grupy uznawana jest za gorszą niż innych grup. Podkreślenia wymaga, że nie wszystkie nowe instytucje ombudsmana mają taką pozycję prawną jak RPO. Bo np. nie są niezależnie (powoływanie przez Prezesa Rady Ministrów świadczy o braku niezależności). Skoro funkcjonuje RPO, który – co należy podkreślić – jest organem konstytucyjnym – wątpliwe jest powoływanie nowych instytucji „ombudsmańskich”, które nie cieszą się przymiotem niezależności i które nie są umocowane konstytucyjnie. Rzecznik zależny np. od premiera nie będzie raczej w stanie skutecznie bronić  określonej grupy społecznej.

blood-297669_640

Co ludzie spożywają

00Tags:

 

dr hab. Grzegorz Krawiec
Katedra Administracji i Polityk Publicznych

Dzisiaj w blogu będzie pytanie. Osoby pracujące w sądach czy w administracji publicznej mają często do czynienia ze „stałymi klientami”: osobami, które regularnie przybywają lub piszą – często to samo, bez żadnych nowych wątków. Zdarzają się również bardzo ciekawe sprawy. W tym wpisie chciałbym przedstawić pewną bardzo ciekawą sprawę (którą interesant zgłaszał do różnych organów). Zwrócił się mianowicie z wnioskiem „dotyczącym przyjaciela„: będąc na wsi u rodziny swojej żony, „przypadkowo zauważył jej babkę, jak zwykłym nożem podżyna gardło kurze czy indykowi i prosto z przełyku pije świeżą ciepłą, surową krew„. Tyle cytat…. Mocne to jest. Dalej w tym wniosku interesant sformułował do organów kilka pytań, m.in.:

1/ „czy ww. dokarmianie jest dziedziczne„?

2/ „jak wpływa na nowonarodzone dzieci„?

3/ „czy medycyna zaleca taką żywność„?

4/ „czy można nabyć cech zwierzęcych w przyszłych pokoleniach„?.

I ostatnia prośba interesanta: „bardzo proszę o odpowiedź dokładną, oraz o podanie literatury w tym zakresie”.

Jak mają postąpić organy, które otrzymały takie pismo? Zapewniam, że sprawa jest prawdziwa (nie wymyśliłem jej). Proszę o odpowiedzi w komentarzach albo w trakcie osobistych rozmów 😊. 

suspects-1294323_640

Rejestr pedofilów

00Tags: , , ,

 

dr hab. Grzegorz Krawiec
Katedra Administracji i Polityk Publicznych

Chyba wszyscy się zgodzą, że pedofilia jest czymś potwornym, uderzającym w dzieci. Osoba dopuszczająca się tego czynu podlega stosownej karze, przewidzianej przez kodeks karny. Formą dodatkowej sankcji jest umieszczenie jej danych w tzw. rejestrze pedofilów. Formalnie jest to: „Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym”. Każdy może się zapoznać z jego jawną częścią i zobaczyć pedofila np. ze swojej miejscowości. Umieszczenie w rejestrze danych o osobie dopuszczającej się pedofilii jest więc prawdziwą sankcją.
W związku z funkcjonowaniem rejestru pojawiają się jednak pewne problemy, których nie przewidział ustawodawca. Znana jest sprawa pewnej siedemnastoletniej dziewczyny, która osobie poniżej 15 lat „za pośrednictwem sieci teleinformatycznej składała propozycje obcowania płciowego oraz wykonania innej czynności seksualnej”. Ach ten język prawniczy; ale po ludzku: 17-latka pisała do 14 -latka smsy, w których proponowała mu m.in. seks. Sąd wymierzył jej najłagodniejszą sankcję – upomnienie. Zobowiązał ją także do kontynuowania terapii psychologicznej. Sąd po ludzku uznał, że były to jakieś nastoletnie wygłupy i uwzględnił fakt nadpobudliwości emocjonalnej dziewczyny.
Wydawało się, że to koniec sprawy. Ale nie… Nagle dane tej dziewczyny pojawiły się w rejestrze pedofilów… Obok innych osób (jeżeli tam ktoś spojrzy, to zobaczy „zakazane gęby” i osoby, które są naprawdę pedofilami). Pytanie, czy zasadnie dane tej dziewczyny pojawiły się w Rejestrze. W końcu ona sama nie jest jeszcze dorosła (przypomnę: ma 17 lat). Istnieją wątpliwości związane z umieszczeniem w ww. Rejestrze danych nieletnich, wobec których zastosowano środki wychowawcze, poprawcze lub wychowawczo-lecznicze. Umieszczenie danych może mieć nieproporcjonalne konsekwencje dla młodych ludzi. W dobie rozwoju nowoczesnych technologii informacyjnych jednorazowe ujawnienie informacji może się wiązać z jej nieograniczonym czasowo funkcjonowaniem w sferze publicznej. Cechą demokratycznego społeczeństwa jest to, że raz popełniony przez jednostkę czyn, szczególnie wtedy, kiedy nie naraża on w sposób poważny chronionych społecznie wartości nie powinien wpływać na całe życie jednostki.

wikipedia-1802614_640

Kompost, dżdżownice a Wikipedia w prawie

00Tags: , ,

 

dr hab. Grzegorz Krawiec
Katedra Administracji i Polityk Publicznych

Z czym kojarzy się Wikipedia? Z ciekawym źródłem informacji. Jednak informacji niepewnej i nie zawsze dostarczonej w sposób profesjonalny. Nie wiemy bowiem, kto jest autorem danego hasła. Pojawia się jednak pytanie, czy prawnicy mogą wykorzystywać informacje z Wikipedii. Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Wydaje mi się, że radca prawny czy adwokat posługujący się Wikipedią w piśmie np. do sądu może narazić się na kąśliwą uwagę klienta. A co z wyrokami sądów? Czy mogą one korzystać z Wikipedii. Oczywiście nikt im nie zabroni. Jeżeli byśmy spojrzeli choćby do bazy orzeczeń sądów administracyjnych (orzeczenia.nsa.gov.pl), to stwierdzimy, że w coraz większej ilości wyroków sądy te przywołują definicje z Wikipedii. Np. tu: „w ujęciu potocznym pod pojęciem „biohumus” rozumie się nawóz naturalny. Sformułowanie to używane jest także zamiennie z pojęciem „kompost koprolitowy” dla określenia kompostu otrzymywanego z resztek organicznych przy współudziale dżdżownic” (por.: Wikipedia, wolna encyklopedia, źródło www.wikipedia.pl)” (wyrok NSA z dnia 11 stycznia 2019 r., II GSK 5013/16).
Czy zatem sądy powinny powoływać się na definicje z Wikipedii? Generalnie: nie. Są jednak wyjątki. Dopuszcza się jej używanie, gdy np. konieczne jest odwołanie się do kultury popularnej, jakiegoś slangu itd. Wikipedia jest bowiem źródłem demokratycznym, „ludowym” i daje szeroki obraz poglądów zwykłych ludzi. Wikipedię wykorzystać można też np. jako źródło o charakterze pomocniczym. Nie można – opierając się wyłącznie na Wikipedii – wydać niekorzystnego dla strony wyroku. A na marginesie: studenci kierunków Prawo i Administracja mogą pomyśleć o napisaniu – w oparciu o ww. bazę orzeczeń sądów – ciekawej pracy magisterskiej o wykorzystywaniu Wikipedii przez sądy.

bar-498420_640

„Koncesja” na alkohol

00Tags: , , ,

 

dr hab. Grzegorz Krawiec
Katedra Administracji i Polityk Publicznych

Co do zasady w Polsce panuje zasada wolności działalności gospodarczej. Oznacza ona, że przedsiębiorca ma swobodę w prowadzeniu działalności – może sobie wybrać jej rodzaj, formę itd. Jednak żadna wolność nie jest nieograniczona – każda ma jakiś limit. Są zatem pewne rodzaje działalności gospodarczej, do prowadzenia której nie wystarczy wpis do ewidencji. Studenci kierunków Prawo i Administracja, wiedzą, że chodzi tu o reglamentację działalności gospodarczej. Formami tej reglamentacji może być zezwolenie lub koncesja. To przepisy szczególne mogą przewidywać, że do prowadzenia danego rodzaju działalności wymagane jest to zezwolenie lub koncesja.
Jeżeli przedsiębiorca (np. właściciel sklepu osiedlowego) chce sprzedawać alkohol, to musi wystarać się u wójta/burmistrza/prezydenta miasta o…. No właśnie, o co? Zapewne większości Czytelników skojarzy się słowo „koncesja”. Jak alkohol, to koncesja. Ale nie. By legalnie sprzedawać alkohol (i ewentualnie podawać go w lokalu), należy uzyskać zezwolenie. Różni się ono od koncesji. Bardzo kolokwialnie można stwierdzić, że zezwolenie w porównaniu do koncesji ma „lajtowy” charakter: wymagane jest bowiem np. jedynie do tak „mało znaczącej” działalności jak sprzedaż alkoholu, a nie – jak w przypadku koncesji – na wydobywanie kopalin ze złóż, czy też obrót energią.
Poprzez wydawanie zezwoleń na sprzedaż napojów alkoholowych władza publiczna (gmina) chce mieć kontrolę nad procesem sprzedaży alkoholu na swoim terenie. Zasada wolności działalności gospodarczej musi więc tutaj ustąpić przed koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa porządku publicznego (wszyscy bowiem wiemy, jakie są skutki picia w….). 

prawo

O nieszczęsnym słowie „zapis”

00Tags: , , , ,

 

dr hab. Grzegorz Krawiec
Katedra Administracji i Polityk Publicznych

Każdy na pewno wielokrotnie słyszał określenia: „zapisy Konstytucji”, „zgodnie z zapisami ustawy”, „zapis rozporządzenia” itd. W tym kontekście „zapis” traktowany jest jak element, składający się na akt normatywny. Jednak takie używanie tego słowa jest błędne. W aktach normatywnych nie ma bowiem „ZA-pisów”, lecz są „PRZE-pisy”/”normy prawne”. Używanie słowa „zapis” jest jednak tak powszechne, że niestety mało kto zwraca na nie uwagę. Tymczasem w prawie „zapis” ma swoje znaczenie – i nie oznacza ono przepisu prawnego. Mamy więc „zapis w testamencie”, „zapis dźwięku albo obrazu i dźwięku z rozprawy/posiedzenia sądu”, „zapis na pożyczkę państwową”, „zapis historii statku”, „zapis na informatycznym nośniku danych”. Ja swoich studentów i seminarzystów uczulam na znaczenie tego słowa. Niestety posługują się nim także uznani prawnicy – nawet profesorowie prawa i wybitni sędziowie…. Na szczęście jednak coraz więcej osób dostrzega nieprawidłowe jego stosowanie, np. prof. R. Małajny napisał kilka lat temu, że słowem tym posługuje się „tylko laik lub kauzyperda (…). W szanującym się opracowaniu naukowym to nieszczęsne słowo wygląda tak ponętnie, jak mucha w talerzu z zupą” (R. Małajny, Rec.: P.A. Leszczyński: Regulacja stosunków między państwem a nierzymskokatolickimi Kościołami i innymi związkami wyznaniowymi określona w art. 25 ust. 5 Konstytucji RP, Gorzów Wielkopolski 2012, Państwo i Prawo 2014/2, s. 119). Używajmy więc słowa „zapis” we właściwym znaczeniu.